Tylko czasem zamyślenie...




       Góry górom nierówne - pomyślałem wędrując jednym z górskich szlaków - bo przecież, co góry, to inny ich charakter, inne piękno. Wysokie czy niskie, względnie płaskie czy strzeliste, zalesione czy skaliste, z rozległymi widokami czy bez, poszarpane czy łagodne... Wszystkie mają jednak tą specyficzną przestrzeń, charakteryzującą się wypiętrzoną rzeźbą terenu, która jak magnes przyciąga wielu...

       Górski wędrowiec drugiemu nierówny - pomyślałem także. Wszak każdy jest inny, co innego w górach szuka, wędruje po nich bardziej lub mniej świadomy nie tylko ich piękna, ale przede wszystkim istniejących zagrożeń, a niewiedza i niefrasobliwość są niestety częstymi przyczynami górskich tragedii. śmierć również w górach zrównuje wszystkich i nie omija nikogo. Czy są to zwykli turyści, czy taternicy, alpiniści, himalaiści, czy ratownicy, narciarze, grotołazi, czy ci, co w górach znaleźli się przypadkiem, czy ci, którzy mieli wieloletnie doświadczenia zdobywane w najwyższych górach. Zawsze istnieje to ryzyko, że od upadku w przepaść, od uderzenia kamieniem, w lawinie, czy w czasie burz od wyładowań atmosferycznych, zapłacić można cenę najwyższą. Schorzenia, które, tolerowane na nizinach, na wysokościach, w słonecznym skwarze i wysiłku podejścia lub zejścia mogą okazać się chorobami śmiertelnymi. Warto mieć tego świadomość, wiedzieć jak postępować w górach by istniejące ryzyko minimalizować, by jak najdłużej cieszyć się obcowaniem z górami.

       Od wieków góry stoją tam gdzie stały i przyciągają do siebie coraz to nowych wędrowców. Czas życia z każdym dniem wciąż gna do przodu, wyznaczany kolejnymi powrotami na górskie ścieżki, bo ludzie gór już tak mają. Bez gór już w pełni żyć nie potrafią. Jakże wielu takich było, ilu takich jest i będzie? Pozostaje pamięć o nich, o tych, którzy już w góry niebieskie przedwcześnie odeszli; pamięć o tym, że kiedyś na południowej ścianie Lhotse pękła lina i skończyło się - jedno z wielu - górom poświęcone życie; że w okolicach Kangczendzongi skończyło kiedyś swój bieg kolejne umiłowane górom ludzkie istnienie; że swego czasu w lawinie..., że swego czasu w przepaści..., że swego czasu w dolinie...

       Płomień pamięci o ludziach gór, którzy zbyt wcześnie oddali im swe życie - raz mocniejszym światłem, raz słabszym - wciąż się pali i zgasnąć nie powinien, szczególnie w głowach tych, którzy góry miłują... I tylko czasem przychodzi głębsze zamyślenie, gdy w góry niebieskie znów ktoś odchodzi...



Roman Grześkowiak
(wiatrwewlosach)

Zdjęcie: Onna